Part One

 

Projekt Cortina

 

Projekt zaczął się pięknym dniem i choć nie jestem fanem porannego wstawania w niedziele to czułem tego poranka jedynie przyjemny niepokój, taki który czuje każde dziecko przed gwiazdką. Chyba dobrze, że tak było, bo przez cały dzień można było funkcjonować na pełnych obrotach bez użycia „wspomagaczy”. Wracając do niedzielnej przygody, naszym (ekipa była dwuosobowa) pierwszym przystankiem był Wołomin, gdzie już na nas czekała pachnąca nowością, bo z przebiegiem tylko 350 tysięcy kilometrów, laweta marki Ford , no bo jakże inaczej wozić Ford’a jak nie innym reprezentantem tej znamienitej marki. Z podpisanymi papierami i zapłaconą należnością mogliśmy ruszać w drogę.

 

 

Przez 320 km nie zdarzyło nam się chyba nic wyjątkowego, może poza tym, że ponownie odkryliśmy magię muzyki odtwarzanej z kaset i to nagranej jeszcze w mono. No może jeszcze dowiedziałem się jak czuje się pasażer w Transicie na skrajnie prawym siedzeniu, a odczuwa przynajmniej niepokój, no bo jak można czuć się jadąc lodówą ponad stówę i permanentnie mieć wrażenie, że zaliczy się każde drzewo na horyzoncie? Kolega za to odkrył, że jadąc tym konkretnym przybytkiem motoryzacji za szybko, przy okazji podskakiwania, noga będąca na pedale gazu szybko może znaleźć się na hamulcu, a twarz na szybie, w czym pomagał niemiłosiernie kiwający się fotel kierowcy. Ale tak, to dobre auto. Dlaczego? Zakładając, że my byliśmy jednymi z delikatniejszych użytkowników tego pojazdu (co potwierdził później właściciel ów Tranzita).

Na miejscu okazało się, że mamy do czynienia nie tylko z właścicielem Ford’a Cortiny, ale i posiadacza kilku innych cudeniek, głównie produkcji krajowej. Chwila pogawędki, wymiana doświadczeń, gotówki, dokumentów i nie zostało już nic, tylko wciągnąć auto na lawetę. Był tylko mały problem- jak wciągnąć auto ważące niespełna tonę na Transita bez wyciągarki?! Niestety, gdy odbieraliśmy lawetę o poranku zostaliśmy postawieni przed faktem dokonanym („Wiecie, wczoraj goście coś tam wciągali, no i spaliła im się wyciągarka, no i nie zdążyłem naprawić”- i właściciel auto-lawety wskazał nam zarośnięty krzakami kawałek rdzy twierdząc, że to wczoraj zdjęta wyciągarka). Na szczęście nasz kontrahent wychował się na „Sąsiadach” i panu Słodowym, więc szybko wymyślił sposób jak zmusić auto, by samo się wciągnęło. Pamiętajcie dzieci- „zapięta” jedynka, wykręcone świece i zwarty rozrusznik to element kompletnego sukcesu!

Droga powrotna przebiegała bardzo gładko, nawet spełniliśmy dobry uczynek i podwieźliśmy autostopowicza z Bydgoszczy do Torunia. Sam autostopowicz twierdził, że wyciąga paręnaście ładnych tysięcy ze zbierania truskawek, ale nie chce mu się „wydawać na autobus”- prawidłowe podejście. W samym Toruniu zobaczyliśmy jakie spustoszenie potrafi spowodować powódź, niestety. Choć zaskakujące jak przelewająca się woda dla niektórych może być atrakcyjna turystycznie.

Będąc w Warszawie o około 19 zjedliśmy pierwszy posiłek w nowym nabytku, co musiało wyglądać komicznie przy całej radości jaką sprawiała nam sama Cortina. Później to już tylko z górki, zrzuciliśmy auto z lawety, odstawiliśmy Transita do Wołomina i o 22:30 można było swobodnie zasnąć i marzyć o nowym Fordzie.

c.d. Przygody z Fordem Cortina już niedługo.

 

Opracował:

Michał Flak

Zdjęcia:

Michał Flak


 Nasi Przyjaciele:

Blog Pawła  Krzeskiego na temat F1

 

  Nasze Witryny:

 

poprzednia strona: Part 2
Next page: Samochody ciężarowe