Parę słów o Abarth`ie

 Abarth - Zapomniania historia

 

 

Czy ktokolwiek pamięta te maluszki śmigające po droga transportujące niewspółmiernie większe pakunki, meble, AGD (właściwie to łatwiej by było wymieniać czego nie transportowały)? Wyobraźmy sobie grupę wariatów, która zdejmuje te ciężkie tobołki, odchudza wnętrze i wstawia tam klatkę, rasuje silnik i z podniesionej tylnej klapy (bo przecież tam był silnik) nie tylko robi skuteczny chwyt powietrza, ale i niebanalny spoiler, którego nie powstydziłby się niejeden fan tuningu. W taki sposób niejaki Carl Abarth zmieniał oblicze włoskiej motoryzacji popularnej.

 

   

 

Oczywiście to „wariactwo” motoryzacyjne pana Abartha zaczęło się dużo wcześniej, jeszcze przed II wojną światową. Młody Karl był wtedy jeszcze obywatelem Austrii i zajmował się motoryzacją, ale tą na dwóch kółkach projektując ramy motocyklowe i ścigając się na tych szybkich maszynach. W międzyczasie został 5. krotnym mistrzem europy. Zaś poważny wypadek na zawodach w Linzu w 1933 popchnął go do stworzenia wózka bocznego do motocykla sportowego, którym później pokonał Orient Express na odcinku 1300 km. Jego kariera motocyklowa chyliła się ku końcowi, by 1938 po poważnym wypadku i długiej hospitalizacji zakończyć karierę. W międzyczasie, w 1934 roku przeniósł się na stałe do Włoch, gdzie poznał Anton’a Piech’a, siostrzeńca Ferdynanda Porsche. Ożenił się z sekretarką tego pierwszego i wszystko by się skończyło nudnym „i żyli długo i szczęśliwie” gdyby nasz bohater nie przeniósł się do miasta skąd pochodzi jego rodzina. Tam poznał włoską legendę Tanzio Nuvolari’ego i przyjaciela rodziny Ferry’ego Porsche. Do tej paczki dołączył jeszcze inżynier Rudolf Hruska, Piero Dusio i ta wybuchowa mieszanka dała początek dwóm doskonałym markom. Jedną znamy do dziś- Porsche, a druga dużo mniej znana i o wiele krótszym żywocie- CIS Italia (czy jak kto woli Cisitalia) z tego tandemu niestety nie wyszło wiele… Wyjazd Dusio do Argentyny powoduje nieodwołalny koniec CIS Itali’i. Na szczęście nie wszystko złe co się źle kończy, bo w tym momencie powstaje Abarth & C. S.r.l z siedzibą w Turynie i logiem jadowitego, gotowego do ataku w każdej chwili skorpiona. Sam początek raczej był małym żądełkiem osy aniżeli śmiertelnego skorpiona, ale „nie od razu Rzym zbudowano”. Początkowo Abarth był dostawcą wydechów sportowych do bardzo popularnych w owym czasie Fiatów 500 i bliźniaczej Autobianchi Bianchiny, ale z czasem oferta się rozbudowywała. Pierwszymi autami były specjalne wersje pięćsetki nazywane Abarth 595 i 595 SS. Auta różniły się od siebie mocą, a więc i stopniem modyfikacji (oczywiście oba miały silniki rozwiercone do 595 cm3). Znany pakiet esse esse w obecnych cieniach Abarth’a nie był wymysłem marketingowców, a przypomnieniem dawnej nazwy (SS). Później było coraz lepiej, np. 600 z tak przerobionym silnikiem (rozwierconym do 1000 ccm), że nie mieścił się pod maską (rzeczony wyżej „spoile”). Większość modyfikacji było przemyślanych z iście niemiecką precyzją, ale dodanie do nich włoskiej spontaniczności dawało tej marce polot większy (przynajmniej dla mnie) niż nudne Ferrari.

 

 

 

W 1971 roku firma została sprzedana marce Fiat, by na chwilę rozkwitnąć pod zdolnym okiem inżyniera Lamperdi’ego, by szybko podupaść i po cichu być zamiecioną pod przysłowiowy „dywan” przez firmę-matkę.

 

 

 

Teraz, po prawie 20 latach od ostatniego skorpiona firma powraca, może nie taka ekscentryczna, ale zawadiacka i narowista. Dlatego kupujcie te małe śmiercionośne pudełeczka i przez chwil kila poczujcie się częścią pięknej, włoskiej historii

 

Opracował:

Michał Flak

 

Zdjęcia:

www.team500av.com

www.interia.pl

www.madle.org


 Nasi Przyjaciele:

Blog Pawła  Krzeskiego na temat F1

 

  Nasze Witryny:

 

poprzednia strona: Panhard
Next page: F1